Full Transcript & Notes: W średniowieczu CZAS działał inaczej (Kamil Janicki o historii)

12:57137.1K views5851 likes
youtube video poster

Zegary w darze dla króla [00:00:02]

Przenieśmy się na moment do samych początków średniowiecza. W roku 507 król Ostrogotów Teodoryk Wielki wysłał posłów do władcy Burgundów, Gundobada. Ciągnęli oni ze sobą wozy, na pewno skrzętnie zakryte i zabezpieczone, tak aby nikt niepowołany nie poznał ich zawartości. Mieli też list napisany przez króla, a raczej w jego imieniu przez sekretarzy. Ponieważ wiadomość zachowała się do dzisiaj, mogę wam zdradzić, co jeden władca kazał zawieźć drugiemu. Był to prezent w formie dwóch urządzeń. Teodoryk wyjaśniał, że wysyła sąsiadowi, cytuję: "Zegar słoneczny do użycia w ciągu dnia oraz zegar wodny, który można stosować po zmroku oraz w tych nierzadkich przypadkach, gdy za dnia nie widać słońca".

Rzadkie i luksusowe czasomierze [00:01:07]

Historia ta pokazuje, że przez całe średniowiecze, od samego początku, potrafiono względnie precyzyjnie odmierzać upływ czasu. Zegary, tyle że nie mechaniczne, były wynalazkiem wcześniejszej, antycznej doby. W kolejnej epoce wciąż były znane, a w sferach najwyższej władzy bywały nawet popularne. Kilka stuleci po Teodoryku Wielkim, podobny prezent – niezwykle okazały, pomysłowy technicznie zegar wodny – został wysłany przez abbasydzkiego kalifa do nowego cesarza Zachodu, Karola Wielkiego.

Sama znajomość jakiejś technologii nie oznacza jednak, że była ona użyteczna i że faktycznie sięgano po nią na co dzień. Przez większość średniowiecza zegary stanowiły raczej ciekawostkę i dobry pomysł na drogi, elitarny prezent, niż praktyczne narzędzie. Po te bardziej skomplikowane, jak zegar wodny, określający upływ czasu według tempa ubywania płynu ze zbiornika z otworem, sięgali głównie intelektualiści. Czasem zegary montowano też w klasztorach, zwłaszcza dużych, by pilnować rytmu modlitw, pracy i odpoczynku.

Jak mierzono czas na co dzień? [00:02:26]

Na pewno nie korzystali z nich zwyczajni ludzie. Zresztą dla przytłaczającej większości mieszkańców średniowiecznej Europy nawet taki najprostszy czasomierz, a więc zegar słoneczny, na co dzień był po prostu zbędny. Świat średniowiecza obywał się ogółem, i to z powodzeniem, bez chronologicznej precyzji. Do większości celów wystarczała obserwacja wędrówki słońca po nieboskłonie, zachowania zwierząt albo zjawisk przyrody. Wstawano nie wtedy, gdy zadzwonił budzik (bo nie było budzików), ale na przykład z pianiem kogutów, rozlegającym się względnie regularnie.

Za dnia najważniejszą, najbardziej oczywistą cezurą było południe. Na przykład na roli pracowało się zwykle do chwili, gdy słońce osiągnęło szczytową pozycję, potem następowała przerwa wykorzystywana na ochłonięcie i strawę. W średniowieczu, jeśli chciało się zagwarantować, że ludzie zbiorą się w określonym punkcie w tym samym momencie albo w zgodny sposób przystąpią do jakiegoś zadania, wybierano porę brzasku, wschodu słońca, południa, zachodu bądź zmierzchu. Tylko i wyłącznie te momenty były faktycznie oczywiste dla każdego.

Godzina nierówna godzinie [00:04:04]

Przez większość epoki mało kto potrzebował jeszcze większej dokładności. Od Rzymian przejęto wprawdzie podział doby na 24 godziny, ale miał on naprawdę dalece ograniczony oddźwięk. Poza tym warto wiedzieć, że godzina była dla człowieka średniowiecza czymś innym niż dla nas. Niemal zawsze stosowano podział czasu na godziny nierówne. Chodzi o system, w którym każdy kolejny dzień miał godziny innej długości. Ludzie średniowiecza nie dzielili bowiem na równe części całej doby, ale osobno noc i osobno dzień. Od wschodu do zachodu słońca było 12 godzin, od zachodu do wschodu kolejne 12. Ponieważ jednak długość dnia zmienia się zależnie od pory roku, to w systemie godzin nierównych zimą godziny nocne były o wiele dłuższe niż dzienne. Latem rzecz się miała na odwrót. Poza tym inna była długość godzin zależnie od szerokości geograficznej.

Tak więc 15 grudnia w Krakowie godziny w dzień liczyły poniżej 40 naszych minut, ale godziny nocne – ponad 80 minut. Z kolei 1 czerwca to godzina dzienna była w Krakowie przeszło 80-minutowa, ale godzina nocna liczyła mniej niż 40 minut. Wyjątek stanowiły wyłącznie dni równonocy wiosennej i jesiennej, gdy każda godzina miała taką samą długość.

Różnice geograficzne i mniejsze jednostki [00:05:39]

Dziś, 31 lipca, w Krakowie dzień od wschodu do zachodu potrwa 15 godzin i 15 minut. Ale już w Gdańsku – 15 godzin i 50 minut. Tak więc w średniowiecznej rachubie u nas na południu każda dzienna godzina trwałaby 76 minut, a nad Bałtykiem – 79 minut. Przy okazji warto wspomnieć, że ponieważ bieg godzin zaczynał się wraz ze wschodem i zachodem słońca, to tak południe, jak i północ przypadały na godzinę szóstą, nie zaś dwunastą. Z tej różnicy bierze się pełno błędów popełnianych przez historyków.

Oczywiście nie należy zakładać, że taka dokładna długość godziny była ważkim zagadnieniem w codziennej, średniowiecznej rutynie. Wystarczyło znać tylko ogólne prawidłowości. Komentowano na przykład, że godzina to mniej więcej czas potrzebny do przejścia dwóch mil zimą i trzech mil latem albo też do wyczytania z psałterza dwóch nokturnów.

Na średniowiecznych zegarach słonecznych często zaznaczano kwadranse, czyli ćwiartki pełnej godziny, wówczas nazywane punktami (po łacinie punctus). Zależnie od pory roku, średniowieczny kwadrans mógł liczyć od niespełna 10 do przeszło 20 naszych minut. Średniowiecze też znało minuty, ale w innym rozumieniu. Jak wyjaśniał Beda Czcigodny, minuta to była 1/10 godziny, a 1/15 godziny nazywano cząstką (partes). Były to jednak podziały istotne tylko dla intelektualistów.

Rewolucja mechanicznych zegarów [00:08:18]

Zapotrzebowanie na precyzję na dobre wzrosło dopiero w późniejszym średniowieczu, w okresie rozwoju rzemiosła i handlu. Zegary mechaniczne weszły do użytku na skutek upowszechnienia się nieznanego wcześniej wynalazku – wychwytu (wychwytu wrzecionowego). Był to instrument zapewniający równomierny obrót kół zegara na skutek stopniowego rozwijania się sznura, nawiniętego na wał i obciążonego metalowym ciężarem. Pierwsze takie aparaty pojawiły się pod koniec XIII wieku, ale dopiero w stuleciu kolejnym zyskały faktyczną, szeroką popularność.

Niedokładność pierwszych mechanizmów [00:09:36]

Nie jest prawdą, że w średniowieczu godzina nigdy nie trwała godzinę. W dniach równonocy godziny były równe. Tyle tylko, że w praktyce nikt nie byłby w stanie naprawdę tego stwierdzić. Zwyczajni ludzie nie mieli dostępu do precyzyjnych zegarów, a gdy zegary mechaniczne zaczęły wybijać godziny z wież ratuszów albo kościołów, precyzja tylko spadła. Wbrew utartym wyobrażeniom, zegary mechaniczne wcale nie odznaczały się początkowo dokładnością. O ich niedoskonałościach dobitnie pisał astronom Ludwik Zajdler w książce "Dzieje Zegara".

Koła wykonywane były z płyty żelaznej za pomocą pilnika. Zęby odmierzano zapewne cyrklem, przy wycinaniu powstawały jednak nierówności podziału, pociągające za sobą nieprzewidziane opory. Aby koła obracały się, trzeba było zawieszać olbrzymie ciężary, co znów stwarzało trudności przy naciąganiu zegara. Nie wystarczało do tego sił jednego człowieka, a zegar należało przecież nakręcać co kilka godzin. Zajdler wymienił całą listę problemów: nierówne zębatki, niedokładne wykonanie innych elementów, gromadzenie się kurzu, tarcie na łożyskach. Ogółem, odchylenia wskazań zegara mogły rutynowo sięgać godziny na dobę, albo nawet były większe.

Prawdziwa waga nowego wynalazku [00:11:34]

Prawdziwa waga nowego wynalazku nie wynikała z precyzji lub jej braku. Przede wszystkim zegary mechaniczne wymusiły wreszcie rezygnację z tradycyjnego systemu godzin nierównych. Próba mechanicznego dostosowania długości każdej godziny, w każdym dniu, do biegu słońca, oznaczałaby wyzwanie techniczne niemal nie do przeskoczenia. Wraz z zegarami miejskimi w Europie zaczął się więc upowszechniać taki podział doby, jaki znamy dzisiaj – na równe 24 godziny, liczące zawsze po 60 naszych minut. Tyle że musiały minąć jeszcze całe pokolenia, by zegary rzeczywiście zaczęły działać na tyle dokładnie, aby godziny naprawdę były zawsze równe i takie same. Ta precyzja stała się normą dopiero w bliższych nam, nowożytnych czasach, nie w średniowieczu.