Full Transcript & Notes: Najbardziej Przerażające Szczegóły Misji Apollo, Które NASA Próbowała Ukryć

21:13189.9K views2956 likes
youtube video poster

Astronauci Apollo 11 mogli nie wylądować na Księżycu [00:00:45]

Poranek 16 lipca 1969 roku. Amerykański astronauta Buzz Aldrin wkłada mały kielich, kawałek chleba i kartkę z odręcznie napisanym wersetem biblijnym do worka próżniowego. Wkrótce dokona tego, czego nie dokonał nikt w całej historii ludzkości: wejdzie na powierzchnię Księżyca w ramach misji Apollo 11. Ale to nie jego pierwsza wyprawa w kosmos. Jako członek załogi Apollo 8, Buzz odbył już załogowy lot orbitalny na Księżyc.

Pierwsze 10 projektów Apollo koncentrowało się na testowaniu statków kosmicznych, opracowywaniu technologii lotów i szkoleniu astronautów. Jednak tym razem Buzz i dowódca misji, Neil Armstrong, mieli wylądować na Księżycu, a nie tylko obserwować go z daleka. Zespół 4000 osób spędził kilkadziesiąt lat, dopracowując szczegóły operacji, a sam Buzz Aldrin szkolił się 2 lata. Astronauta był więc pewny powodzenia misji i ani trochę się nie martwił. Włożył przygotowany worek do kieszeni i zabrał się do pracy, lecz nie wiedział, że wkrótce przejdzie przez wszystkie kręgi piekła.

Start rakiety Saturn V transmitowano na żywo w 33 krajach na 6 kontynentach. W samych Stanach Zjednoczonych oglądało go 25 milionów widzów. Po udanym starcie astronauci potrzebowali 3 dni, by dotrzeć do celu. I oto długo oczekiwany moment. Moduł księżycowy odłączył się od modułu dowodzenia i miał wylądować na Księżycu. Nagle Aldrin zobaczył, że nawigator błysnął alarmem 1202. Centrum kontroli misji zgłosiło, że komputer był przeciążony, a system nawigacyjny nie nadążał ze wszystkimi procesami. Moduł, w którym znajdowali się astronauci, zaczął gwałtownie zmieniać trajektorię w kierunku niebezpiecznego, skalistego obszaru. Kapitan Neil Armstrong natychmiast zareagował, przełączając się na sterowanie ręczne. Odczyty wskaźnika paliwa były niepokojąco niskie, a silnik wzbijał w górę kosmiczny pył, który zasłaniał widok. Choć statek miał się rozbić, Buzz ani przez chwilę nie wątpił w dowódcę. I słusznie. Neilowi udało się wylądować i to jemu przyznano zaszczyt bycia pierwszym człowiekiem, który postawi stopę na Księżycu. Aldrin miał zejść tuż za nim. Nie wiedział jeszcze, że odciśnie to piętno na całym jego życiu. Na każdej ważnej imprezie będzie nazywany „drugim człowiekiem, który chodził po Księżycu”.

Mimo że Buzz był zwolennikiem naukowego podejścia do zrozumienia świata, to i tak wierzył w Boga. Dlatego na statek zabrał zestaw do komunii. Gdy Armstrong przygotowywał się do wyjścia, Aldrin wypił kroplę wina z małego kielicha, zjadł kawałek chleba i odczytał fragment Biblii. Dopiero potem założył skafander i opuścił moduł. Wydawało mu się wówczas nawet, że Księżyc pachnie jak mokry popiół. W tym momencie zdał sobie sprawę, że nie przygotował żadnego przemówienia na tak historyczny moment, w przeciwieństwie do Neila i jego legendarnych słów: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”. Aldrin westchnął tylko: „Wspaniałe pustkowie”.

Na Księżycu zespół zebrał próbki gleby, wykonał wiele zdjęć i umieścił sprzęt niezbędny do dalszych badań. W połowie misji Buzz usłyszał przez słuchawkę sygnał radiowy, informujący go o nagłym, ważnym telefonie. Astronauci wyczuli, że coś jest nie tak. Co jeśli centrum wykryło awarię w systemie i okaże się, że załoga do końca życia zostanie na Księżycu? Na szczęście jednak dzwoniącym okazał się sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Richard Nixon. Zapytał o samopoczucie astronautów i powiedział, że stali się najsłynniejszymi ludźmi na Ziemi. Po tych słowach Buzz wbił na Księżycu amerykańską flagę i wraz z Neilem zostawił parę drobiazgów: znaczki pocztowe, monety, aluminiową płytkę z symbolicznym przesłaniem dla innych cywilizacji oraz, co najważniejsze, pamiątkowy medal załogi Apollo 1.

Po 21 godzinach i 36 minutach na Księżycu przyszedł czas na powrót. Astronauci pomyślnie wystartowali i połączyli się z modułem dowodzenia. Jednak podczas powrotu czekało ich prawdziwe niebezpieczeństwo. Po tym, jak statek wkroczył w atmosferę i wylądował na Oceanie Spokojnym, Buzz dostrzegł, że jego stopy były mokre. Okazało się, że moduł się rozszczelnił i wlała się do niego woda. Buzz pomyślał, jak zabawnie byłoby utonąć w oceanie po odbyciu tak niebezpiecznej podróży na Księżyc i z powrotem. Ale ekipa ratunkowa szybko dostarczyła na miejsce helikopter, który zabrał astronautów i statek. Buzz miał dużo szczęścia, bo nie tylko przeżył, ale i ukończył wszystkie zadania misji. Niestety, astronomom Apollo 12 nie było to dane.

Fatalne błędy misji Apollo 12 [00:06:33]

14 listopada 1969 roku. Kosmodrom na przylądku Canaveral na Florydzie. Dowódca Charles Conrad wyjrzał przez okno centrum kosmicznego Johna F. Kennedy'ego. Dostrzegł, że niebo się zachmurzyło, padał deszcz, wiał silny wiatr i pogoda tylko się pogarszała. Mogło to zakłócić drugi w historii lot na Księżyc i przesunąć go o kolejny miesiąc. Tłum, który zebrał się, by obejrzeć start, był znacznie mniejszy niż w przypadku lotu Apollo 11. Jednak Conrada poinformowano, że wśród tych ludzi był ktoś bardzo ważny: prezydent Richard Nixon. Ze względu na jego obecność kontrolerzy postanowili nie czekać na poprawę pogody i przeprowadzić start o planowanej godzinie. Był to ogromny błąd.

O 11:22 czasu lokalnego rakieta Saturn V z Charlesem Conradem, Alanem Beanem i Richardem Gordonem na pokładzie wystartowała w zachmurzone niebo. Jednak 36 sekund później otoczył ją błysk białego światła. W kokpicie zapaliły się dziesiątki świateł ostrzegawczych. I choć podczas szkolenia załoga przećwiczyła każdy możliwy scenariusz, żaden z astronautów nigdy nie widział tylu ostrzeżeń o awarii jednocześnie. Kolejne 16 sekund po pierwszym błysku pojawił się drugi. Conrad próbował spojrzeć na przyciski na kokpicie, lecz ten się wyłączył. Kapitan miał kilka minut na podjęcie decyzji o przerwaniu lotu. Mimo wszystko statek Apollo 12 wciąż leciał w dobrym kierunku. Conrad bardzo się wahał, czy powinien ryzykować życie swoje i swoich kolegów. Wtedy ze słuchawki zaczęły dobiegać podpowiedzi od inżynierów. Miał natychmiast znaleźć przełącznik i ponownie uruchomić kokpit. Conrad był wściekły, bo liczyła się każda sekunda, a spowalniała go panika. Nagle interweniował Alan Bean, który szybko znalazł i wcisnął przełącznik, a kokpit ponownie się zaświecił. Misja uratowana.

Ale na jak długo? Kolejny problem szybko rozwiązano, a był on związany ze stopniami rakiety. Zaprojektowano je tak, by każdy kolejny stopień odłączał się od poprzedniego po wyczerpaniu zapasu paliwa. Jednak z powodu problemów na starcie, jeden z nich odłączył się później niż powinien. W efekcie znalazł się na orbicie Księżyca, zamiast polecieć w przestrzeń kosmiczną. Mogło to zagrozić przyszłym misjom. Astronauci nie śmieli myśleć, że ta część statku będzie błąkać się w kosmosie przez ponad 30 lat, dopóki w 2002 roku nie znalazła jej grupa amatorskich astronomów.

Na tym problemy się nie skończyły. Podczas lądowania na Księżycu odkryto awarię jednego z silników. Zespół z wielkim trudem wylądował z minimalnymi uszkodzeniami modułu. Kontrolerzy z centrum byli w olbrzymim stresie. Lecz awarii Apollo 12 było więcej. Pierwsze słowa Conrada na Księżycu brzmiały: „Whoopie! Man, that may have been a small one for Neil, but that's a long one for me”. Centrum oniemiało, bo wszystkie słowa astronautów na Księżycu przechodziły do historii. Lecz przed lotem Conrad założył się z reporterką Orianą Fallaci o 500 dolarów, że NASA nie mówi astronautom, jakie kwestie mają wypowiadać.

I nie była to jedyna zabawna rzecz z misji Apollo 12. Astronauci przynieśli na pokład fotki z Playboya i zrobili sobie z nimi zdjęcia na Księżycu. A gdy Conrad wchodził na powierzchnię, potknął się i upadł. Założę się, że odetchnął z ulgą, wiedząc, że nie oglądał go cały świat, bowiem astronauci przypadkiem uszkodzili antenę kamery w kolorze, która miała transmitować wszystkie ich działania. Cała misja przypominała typowy horror, w którym grupa przyjaciół bawi się i żartuje, podczas gdy niepokojąca muzyka w tle uświadamia widzowi, że bohaterowie są w niebezpieczeństwie, choć o tym jeszcze nie wiedzą.

Podczas gdy Conrad i jego koledzy byli spokojni, w centrum kontroli misji atmosfera była bardzo napięta. Biały błysk, który prawie zrujnował całą misję w pierwszych sekundach lotu, był błyskawicą. Z powodu usterek spowodowanych jej uderzeniem, spadochrony lądowania zespołu mogły otworzyć się zbyt wcześnie. Nikt nie wiedział, czy zadziałają one prawidłowo, czy też cała załoga spadnie z wysokości. Jako że NASA była bezradna, zdecydowała się ukryć te informacje przed astronautami. Na szczęście podczas lotu powrotnego spadochrony otworzyły się bez problemu. Okazało się też, że oprócz problemów z kamerą, astronauci stracili kilka taśm z nagraniami, a inne uległy uszkodzeniu. Był to cios dla naukowców, którzy chcieli zbadać zdjęcia satelitarne. Co więcej, niektóre kanały telewizyjne sprzedały już czas dla reklam, które miały być odtwarzane podczas transmisji na żywo pierwszych kolorowych zdjęć z Księżyca. Niestety, nie było nic do pokazania, a to zagroziło dalszemu finansowaniu projektu. Jednak nawet ta pechowa misja była dużo bardziej udana niż Apollo 13.

Astronauci Apollo 13 mogli... [00:12:05]

John Aaron odpoczywał po długiej zmianie w centrum kontroli misji. Wraz z kolegami z NASA pracował dzień i noc przez ponad rok, aby wystrzelić statek Apollo 13, a astronauci Jim Lovell, Jack Swigert i Fred Haise mieli stanąć na Księżycu, tak jak ich poprzednicy. Start rakiety przebiegł bez żadnych problemów. Zespół NASA pracował całą dobę, by wesprzeć załogę i uniknąć powtórzenia błędów z przeszłości. John mógł wreszcie odsapnąć. Nagle zadzwonił telefon. Inżynier podniósł słuchawkę i usłyszał znajomy głos z centrum kontroli. Brzmiał dość nerwowo. Najwyraźniej w module serwisowym rakiety Apollo 13 wybuchł zbiornik z tlenem i astronauci powoli tracili powietrze. Serce Johna zaczęło bić szybciej. Przez krótki czas pracy w NASA zyskał reputację geniusza technicznego, który potrafił szybko rozwiązać złożony problem. John natychmiast włączył nagranie rozmowy z zespołem i usłyszał słynne już zdanie: „Houston, we've had a problem”.

Wówczas w centrum kontroli misji zapaliły się lampki alarmowe, sygnalizując przerwy w dostawie prądu na statku. Dopiero później komisja badania wypadków NASA ustaliła, że tego dnia iskra z nieosłoniętego przewodu w zbiorniku z tlenem wywołała pożar, rozrywając jeden zbiornik tlenu i uszkadzając inny. Ponieważ tlen zasilał też elementy paliwowe modułu dowodzenia Odyssey, w którym znajdowali się astronauci, moc statku również spadła. Ale John o tym wtedy nie wiedział. Miał jednak świadomość, że każda sekunda jego namyśleń może kosztować życie trzech astronautów. Po rozważeniu wszystkich opcji ratunkowych inżynier stanął przed poważnym dylematem. Na pokładzie pozostała ograniczona ilość tlenu, a zapas paliwa potrzebnego do powrotu na Ziemię też się zmniejszał. Lądowanie na Księżycu nie wchodziło w grę, więc zostały dwie opcje. Astronauci mogli albo wrócić na Ziemię na uszkodzonym module, wykorzystując pozostałe zasoby i ograniczone zasilanie, ryzykując przy tym życie, albo skorzystać z modułu księżycowego Apollo Aquarius, zaprojektowanego do lądowania na Księżycu. Wybrano tę drugą opcję.

Pojawiło się jednak nowe zagrożenie. Po przekierowaniu misji z powrotem na Ziemię, konieczne było ponowne obliczenie toru lotu. Mogłoby to doprowadzić do tego, że astronauci zgubiliby się w kosmosie. Ale trzeba było ryzykować. Astronauci czuli się niekomfortowo w Aquariusie, bo był on zaprojektowany wyłącznie dla dwóch osób, a trzecia miała czekać na ich powrót. Podczas lotu temperatura w kokpicie szybko spadła niemal do zera. Niektóre produkty spożywcze zrobiły się niejadalne. I tak głodni astronauci siedzieli w zimnym, ciasnym module z ograniczoną ilością tlenu przez około 90 godzin. W tym czasie Fred Haise nabawił się dreszczy i infekcji pęcherza. Oprócz stresu, astronauci byli wyczerpani z powodu braku snu podczas tych sześciu dni lotu. John i zespół centrum kontroli również nie zmrużyli oczu, opracowując plan wprowadzenia statku na właściwą trajektorię. Ostatecznie udało im się sprowadzić astronautów na Ziemię. Uratowały ich własne opanowanie, zespół kontroli lotu i oczywiście John Aaron.

Piekielnie trudne wyzwania spadają nie tylko na astronautów w kosmosie, ale także na pracowników NASA kontrolujących lot z Ziemi. Po tym incydencie wprowadzono liczne zmiany w konstrukcji modułów serwisowych i dowodzenia, aby zapewnić większe bezpieczeństwo. W ten sposób dotąd 12 astronautów Apollo stąpało po Księżycu. Jednak nic z tego nie miałoby miejsca, gdyby nie pierwsza i jednocześnie najtragiczniejsza misja.

Najtragiczniejsza misja Apollo [00:16:14]

Rok 1967. Najlepszy pilot testowy NASA, Gus Grissom, wybrał się na polowanie ze swoim 13-letnim synem Markiem. Ale tego dnia pogodny zwykle Gus był nietypowo spięty. Obawiał się nadchodzącego lotu. Mimo to nie przestawał żartować, a swojej żonie Betty powiedział: „Jeśli umrę, zróbcie imprezę”. W tym czasie doświadczony astronauta Ed White, jak zwykle przed pracą, rzeźbił coś z drewna, rozmawiał z 14-letnim synem Edwardem i patrzył, jak 7-letnia córka Bonnie ćwiczy na równoważni, którą sam dla niej zrobił. Za to Roger Chaffee pływał ze swoją 8-letnią córką Sheryl w basenie, nie mogąc się doczekać kolejnego kroku w karierze astronauty.

Wszyscy zostali wybrani do misji Apollo 1. Zespół miał wykonać pierwszy lot statkiem kosmicznym z ludzką załogą. Był on częścią szalonej rywalizacji Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim. Amerykanie byli w tyle, bo to Sowieci pierwsi wysłali człowieka w kosmos. NASA chciała odpowiedzieć, wysyłając swoich astronautów prosto na Księżyc. Ci dołożyli wszelkich starań, by przygotować się do lotu, który miał się odbyć prawie miesiąc później. 27 stycznia, zgodnie z planem, miał odbyć się start treningowy. Załoga była na miejscu, a pracownicy NASA włączyli odliczanie. Nagle Grissom poczuł zapach siarki, co mogło wskazywać na wyciek gazu. Odliczanie natychmiast wstrzymano. Gus zdenerwował się, że wszystko zaczyna iść nie tak. Gdy technicy naprawili problem, wypełniając moduł 100-procentowym tlenem, zapach zniknął, a odliczanie wznowiono. Pilota jednak znów rozwścieczyły problemy z komunikacją między załogą, biurowcem operacji i punktem kontrolnym kompleksu startowego. Grissom był oburzony: „Jak dostaniemy się na Księżyc, jeśli nie możemy rozmawiać między dwoma lub trzema budynkami?”.

Dyspozytorzy zmęczeni naprawianiem problemów wyszli z biur zrobić sobie przerwę, poza jednym. Ten usłyszał nagle dziwny hałas, po którym rozległ się krzyk White'a: „Mamy pożar w kokpicie!”. Potem słychać było kolejne krzyki, aż pozostała cisza. Mały Mark Grissom bawił się przy domu, gdy otrzymał wieści od syna sąsiada, że ma wracać, bo jego tacie zdarzył się wypadek w pracy. Edward White wrócił do domu na rowerze po meczu piłki nożnej i zobaczył żonę Neila Armstronga, która mieszkała obok. Z jej wyrazu twarzy zrozumiał wszystko. Mama Sheryl Chaffee weszła do pokoju córki cała blada i powiedziała: „Tata już nie wróci”. Sheryl z przerażeniem zapytała: „Rozwodzicie się?”, a jej matka wybuchła płaczem.

Podczas testowego startu w kokpicie Apollo 1 wybuchł pożar. Ed White desperacko próbował otworzyć wewnętrzny właz, lecz ten był zaprojektowany tak, by można go było otworzyć tylko z zewnątrz. Astronauci byli bezradni. Wszyscy trzej zginęli. Autopsja wykazała, że śmierć nie była spowodowana samym pożarem, a zatruciem tlenkiem węgla i innymi toksycznymi gazami wytwarzanymi przez ogień. Tak niespodziewana tragedia wstrząsnęła nie tylko rodzinami astronautów, lecz i całą Ameryką. Po wypadku NASA poprawiła środki bezpieczeństwa i zastąpiła właz kapsuły takim, który szybko otwierał się na zewnątrz. Atmosfera w kokpicie statku została zmieniona ze 100-procentowego tlenu na mieszankę tlenu z azotem. Do dziś na Księżycu znajduje się pamiątkowy medal, pozostawiony przez astronautów Apollo 11, dedykowany ich kolegom z pierwszej misji.

Minęło 51 lat, odkąd człowiek ostatni raz stanął na Księżycu. Apollo 17, ostatnia misja tego programu, poleciała tam w 1972 roku. Jednak NASA ogłasza, że znów przygotowuje się do wysłania załogi na Księżyc w 2025 lub 2026 roku. A czy tobie starczyłoby odwagi, by zostać astronautą? W końcu na każdym etapie misji coś może pójść nie tak. Z drugiej strony, wszystko może pójść zgodnie z planem, a ty zyskasz szansę na spacer po Księżycu. Daj znać w komentarzach.